Wolno stojące?

Dla tych paru osób, które kiedyś przeczytały mój wpis i stwierdziły, że chyba nie jest taki zły: nie mam się co prawda za dobrze (wiecie, taki kryzys wieku średniego bez wieku średniego, co roku mnie dopada), ale żyję. Moim postanowieniem noworocznym jest (jak zwykle od dwóch? trzech? lat) NAPISAĆ COŚ WRESZCIE NA BLOGU. Ach, i być może pisać trochę więcej na facjatobuku. Will see.

Dobra, koniec ogłoszeń parafialnych, idę męczyć się z własnym lenistwem w notce o Annarasumanarze.

O webtoonie

Na dzień dzisiejszy światek komiksowy jest dosyć rozrośnięty, ma własne pojęcia i podziały. Parafrazując jedno z powiedzeń, są komiksy i komiksy. Rozszerzając ten trop, są komiksy i powieści graficzne (tylko nie pytajcie się o różnice, bo to jedna z tych rzeczy, których jeszcze nie załapałam), komiksy zachodnie i mangi, komiksy papierowe i internetowe, wydania zeszytowe i albumowe, 4-komy i omnibusy, dla młodzieży i dla dorosłych, et caetera, i tak dalej. Są też, moi drodzy, komiksy koreańskie nazywane manhwami. I są webtoony. I to o tych ostatnich dzisiaj sobie pogadamy.

A oto Noblesse, jeden z najbardziej znanych webtoonów. Bitewniak z dużą ilością ładnych panów (parę ładnych panien też się znajdzie), wątkiem nadprzyrodzonym i niezłą, choć w późniejszych rozdziałach uproszczoną kreską. Czy tylko mnie zastanawia, czemu Ci wszyscy panowie mają takie wcięcia w talii?

Czytaj dalej

Linkomyśl-odsiewnia #2

Witajcie w kolejnej odsłonie niepotrzebnemu nikomu cyklu! Nikomu oprócz mnie, rzecz jasna. A ponieważ ja go potrzebuję, więc będzie się pojawiał.

Zredukowałam tytuł do minimum w tym przypadku. Nie ma sensu, żeby go jeszcze zaśmiecać datą, którą łatwo można znaleźć we wpisie. Tak więc Linkomyśl rusza po raz drugi, a ja zapraszam Was do czytania.

Czytaj dalej

Linkomyśl-odsiewnia: wrzesień 2014 (#1)

Ponieważ tak dawno tutaj nic nie pisałam i ogólnie niczym się nie interesowałam, postanowiłam zacząć i ciągnąć w miarę regularnie (tzn. jak się uda, to co tydzień) cykl blognotek o ciekawych linkach i paru update’ach z życia popkulturowego. Kto wie, może to będzie dla mnie dźwignią, żeby pisać też na inne tematy?

Małe wyjaśnienie: „myślodsiewnię” chyba każdy zna (jak nie, to macie w tej chwili wrócić do Waszych Potterowskich egzemplarzy), „linkodsiewnia” to bardzo ładny termin, którego używa m.in. tattwa i paru innych ludków, tak więc zapożyczyłam go sobie (tzn. wymyśliłam go nie wymyślając ) i z tego całego miszmaszu wyszedł uroczy potworek „Linkomyśl-odsiewnia”.

Zaczynając:

Czytaj dalej

Pierwsze westchnienia: Czarownica (Maleficent) 2014

Wow. Jaka to była fantastyczna kraina fantastyczna! No i oczywiście świetna Angelina Jolie! Ale ponadto wszystko inne… spodobało mi się bardziej, niż myślałam. Z chęcią obejrzę sobie jeszcze raz.
Wyznam szczerze: dokładnie wiedziałam, na co się piszę. Czytałam recenzję, a Siostra zdradziła mi fabułę całego filmu (żeby nie było, na moje życzenie). Wiedziałam, że klimat jest baśniowo/bajkowy, że są pewne dziury fabularne, że z obsady wybija się Diabolina z krukiem do spółki i że film zbytnio nie trzyma się oryginału. Ta cała wiedza plus drobne anegdotki nastawiły mnie do pewnego stopnia optymistycznie, ale brałam też pod uwagę, że film może mnie znużyć. Nic takiego jednak się nie stało: więcej rzeczy niż zakładałam miało dla mnie sens, wszyscy aktorzy mi się podobali, a graficznie było po prostu czarodziejsko.

Smuciła mnie trochę podczas seansu konstrukcja postaci Stefana i jego niektóre niespójne decyzje. Nie podobał mi się także jeden z elementów zakończenia, ale w sumie należy on do bajkowej koncepcji. Zaskoczył mnie za to tor moich własnych myśli podczas seansu; niekiedy sama sobie dopowiadałam szczegóły, zastanawiałam się nad krainą Diaboliny pod jej władaniem czy kontemplowałam różnice pomiędzy Diaboliną a Stefanem. Bardzo mi się podobało, że film dostarczył mi materiału do rozwijania pewnych wątków w nim zawartych. Nie zrozumcie mnie źle, to nie tak, że film był nudny czy zbyt wolny, po prostu znając bardzo dużo rzeczy na jego temat i biorąc pod uwagę dosyć niespieszną koncepcję baśniową zwracałam uwagę na rzeczy, na które się zazwyczaj zwraca uwagę podczas powtórnych seansu. Ale ugh, to miała być uwaga na marginesie.

No i Angie wyszła fenomenalnie. To miłe, kiedy można obejrzeć film, którego mocną stroną jest główna bohaterka, a nie cały tabun postaci „kradnących” produkcję.

Zachwyt. Zdecydowanie westchnienia zachwytu, o ile się wie i lubi to, na co się idzie. Pewnie dłuższy tekst pojawi się za jakiś czas na blogu.

Akedeia

4. czerwca 2014 r.

Wszystko jest sztampowe, a diabeł tkwi w szczegółach

Yoneda Kou wybija się spośród mas autorek  yaoi. Nie wybija się jednak wielką oryginalnością (przymykam oko na postacie w Saezuru…), ale raczej podejściem do tematu i klimatem. Mówiąc krótko – bardzo dobrym rzemiosłem. Dlatego na wieść, że Yonedę zacznie wydawać w Polsce wydawnictwo Kotori mój wewnętrzny fangirl włączył się natychmiastowo i wrzeszczał mi gdzieś w czeluściach czaszki „TAAAAK! WRESZCIE!!!1!”.

[O ile ktoś wierzy, że w takim gatunku jak yaoi istnieją spoilery, to tak, moi drodzy, dalej są SPOILERY i SZCZEGÓŁY FABUŁY, czyli takiej wielkiej, fabulous buły. Więcej lamerskich żartów za to już raczej nie uraczycie… Chyba.]

Im dłużej się na nią gapię, tym szerzej gęba mi się uśmiecha. Ładna, schludna, w pastelowych kolorach. Togawa próbujący otoczyć i pocałować (prawdopodobnie) Shimę i Shima w pozycji obronnej odpychający Togawę – serio, okładka mówi wszystko, co się w tej mandze znajduje. [okładka ze strony wydawnictwa]

Czytaj dalej

Na dobry początek

Witam wszystkich!

Jestem Akedeia. Jestem przeciętnym zjadaczem popkultury, a czasem i przeciętnym zjadaczem innych kulturowych rzeczy. Ważne jest tutaj słowo „przeciętny” (patrzcie, jest nawet powtórzone dwa razy!), jako że bliżej mi do przeciętnego fana, niemającego zbyt dużej wiedzy, który jednak te swoje trzy grosze chce wtrącić, niż do profesjonalistów czy inteligentniejszych amatorów, wyrażających się uczenie lub z pasją o rzeczach tych samych.

Blog, na którym piszę te słowa, powstał m.in. jako środek do walki z lenistwem, które rozprzestrzeniło się w moim umyśle i ciele jak jakaś przebrzydła choroba. Jaki będzie rezultat tej walki? Mam nadzieję, że całkiem zadowalający, bo własne lenistwo nawet mnie zaczęło już męczyć.

Co zaś w Myślach wolno płynących można będzie uświadczyć? Na pewno wpisy o mangach i książkach w ilościach hurtowych, ale także od czasu do czasu o serialach, grach, czy komiksach (bo kto by się przejmował filozofią?). W ramach walki z lenistwem spróbuję utrzymać tempo dwóch, jednego wpisu na tydzień. Sama za siebie trzymam kciuki (mentalnie oczywiście, bo klawiatura wzywa do roboty moje palce). I Wy także możecie, do czego zachęcam.

Jestem graficznie i manualnie upośl… khem, jestem niezdolna do robienia zwyczajnych rzeczy moimi dwoma zdrowymi lewymi rękami, a grafika to dla mnie jakaś magia, więc blog wygląda jak wygląda.

Last but not least: wpisy mogą być długie, spojlerowe (prawdopodobnie większość będzie) i wątpię, żeby pojawiły się jakieś recenzje na blogu. Ot, luźne uwagi dotyczące rzeczy, które lubię albo które mi chodzą po głowie. Ujawniać swoją obecność za to mogą tzw. Oczywiste Oczywistości™, bo po prostu lubię mówić rzeczy oczywiste.

Nie przedłużając, zapraszam do czytania! I komentowania! I myślenia! Howgh!

Akedeia

27 marca 2014 r.